W ŻYWIOLE KONCERTU
W ŻYWIOLE KONCERTU
Artysta wspominał: „To był piękny prezent na moje urodziny. Marley stał otoczony swoimi chórzystkami, zziajany, a my stremowani. Potraktował nas bardzo życzliwie, mówił, że jesteśmy partnerami. Wiedział, skąd pochodzimy”. Wiąże się z tym wymowna historia, którą przytacza Michał Wilczyński, założyciel wydawnictwa muzycznego Gad Records: „Technicy znoszący sprzęt Marleya ze sceny po jego koncercie chcieli przez pomyłkę zabrać Polymooga Józefa, ponieważ był w identycznym futerale, jak ich egzemplarz. Bardzo ich dziwiło, że ktoś w Europie ma już Polymooga (!), że jest to zespół z Polski (!!!), i występuje po Bobie Marleyu (!!!)”.Józef Skrzek dodaje: „Na ten duński koncert przemyciłem w samochodzie naszego gitarzystę Antymosa Apostolisa, który nie miał paszportu. Przejechał granicę z dokumentem podobnego do niego technika SBB o pseudonimie Hindus. Dla Marleya warto było zaryzykować”.