Nie śnij o miłości, Kuryluk

Skupienie uwagi na relacjach między światem prawdziwym a odbitym wymagało od artystki zmiany środków wyrazu, wierności i precyzji w odtwarzaniu realiów. W tym czasie obsesją Kuryluk stało się dążenie do konkretu. Zaczęła przeglądać magazyny ilustrowane, przyglądać się ulicznym reklamom, analizować programy telewizyjne i kadry filmów, coraz częściej wycinała zdjęcia z gazet, czasopism, afiszy i opakowań, by je wykorzystać w swoich obrazach w formie kolaży. I rzutowała na płótno własne przeźrocza, by “uchwycić zjawiska wymykające się mojej percepcji: nadmierny ruch i skomplikowane układy”. Pisała, że w dobie rosnącej mobilności, gdy człowiek ma dla drugiego coraz mniej czasu, “zdjęcie umożliwia badanie pozycji ciała, gestu, mimiki”[2].
 
Wiosną 1978 roku Ewa Kuryluk obawiała się, że oto kończy się jej artystyczna podróż. Jednak okazało się, że to nowy początek. Po odejściu od malarstwa na płótnie nabitym na blejtram, zaczęła rysować i malować na luźnych materiałach – surówce bawełnianej i jedwabiu, stając się pionierką efemerycznej instalacji tekstylnej, opartej na obrysowaniu cienia i oscylującej między malarstwem a płaskorzeźbą.

Fotografia stała się kanwą dla całej twórczości, wizualnej i pisarskiej Ewy Kuryluk od 1959 roku, kiedy to ojciec podarował jej aparat fotograficzny z samowyzwalaczem. Pierwsze zdjęcia, zrobione na wakacjach, stały się początkiem pasji, z czasem coraz bardziej świadomej i konsekwentnej. Tysiące zdjęć, które powstały i powstają nadal, to autobiografia uchwycona okiem kamery.

Za swój najlepszy okres malarstwa artystka uważa niecałe dwa lata spędzone w Londynie od wiosny 1977 do jesieni 1978. Była wówczas związana z Galerią Fischer Fine Arts, propagującą hiperrealizm i nową figurację. To właśnie w Małej Wenecji, dzielnicy nad kanałem Hampstead, wyklarował się i nabrał rozmachu styl obrazów artystki, a kolorystyka stała się bardziej pastelowa i chłodna.

W ostatnim okresie malarstwa Ewa Kuryluk korzysta z własnych zdjęć, najczęściej samej siebie, a zarys postaci rzutuje na płótno. Wyabstrahowane z rzeczywistości i zatrzymane jak w fotografii postaci pojawiają się na jednolitym tle – neutralnym, surowym i beznamiętnym. Artystka przygląda się samej sobie, patrzy widzowi w oczy albo ucieka przed nim wzrokiem. Widzimy ją w różnych nastrojach –  radosną, skupioną, zamyśloną, melancholijną. Uwagę przyciągają “winiety”, niewielkie i dyskretne “fragmenty zapożyczone z innej rzeczywistości”, rozmieszczone najczęściej w rogach obrazów. Pozornie oderwane od portretu, ewokują myśli, wspomnienia, marzenia. Nie korespondują bezpośrednio z samym portretem, ale wzbogacają jego odbiór.

The information provided in this form will be used solely to deliver updates and personalize the newsletter.